Do Tirany dolecialem z samego rana. Postanowiłem wyrwać się na miasto, zobaczyć coś. Nie lubię przygotowywać się do podróży za wczasu, robić listy atrakcji do zobaczenia, lubię iść na żywioł w ciemno. Jestem gorącym wyznawcą zasady „Co ma być to będzie”.

 

Piramida

 

Pierwsze na co napatoczyłem sięw Tiranie to Piramida. Piramida stoi w centrum miasta. Jest masywna i brzydka jak większość monumentalnych pomników z epoki komunizmu. Zaprojektowana przez córkę dyktatora Albanii, która miała aspirację zostnia wielką architektką, zostala zbudowana w 1988 roku. Na początku mieściło się tam mauzoleum Envera Hoxhy, ale tylko przez trzy lata, do upadku komunizmu w Albanii. Dzisiaj, część Piramidy jest zajęta przez jedyną w Albanii stację telewizyjną opozycji, a reszta budynku niszczeje. Podobno Piramida ma być wkrótce wyburzona aby zrobić miejsce na Albański parlament, ale niektórzy twierdzą że to tylko pretekst aby pozbawić opozycję głosu.

Stanąłem zauroczony przed Piramidą. Uwielbiam komunistyczne koszmarki. Ogarnia mnie wtedy taka nostalgia… Coś w nich jednak jest.
Oczywiście moim pierwszym instyktem było natychmiast wbiec po ścianie na sam szczyt Piramidy, ale zobaczyłem że jacyś goście już tam byli i pili sobie. Z doświadczenia które nabyłem wychowując się na warszawskiej Pradze wiem, że pchanie się miedzy gości pijących gdzieś na uboczu to najlepsza metoda na zarobienie w ryja, więc prawdę mówiąc zawahałem się przez chwilę, tym bardziej że nie znam miasta i lokalnej kultury, a w Albanii byłem już raptem godzinę.

Postanowiłem jednak zaufać instyktowi i wdrapać się jednak na sam szczyt. Warto było, bo widok stamtąd roztaczał się zaiście wspaniały.
Goście pijący piwo na szczycie okazali się Anglikami którzy też byli w Albanii dopiero jeden dzień. Po chwili już raczyłem się tym wspaniałym albańskim piwem razem z moimi nowymi brytyjskimi kumplami. Szkoda że już następnego dnia oni udawali się na południe a ja na północ, do Kosova.

Następne kilka godzin spędziłem na włóczeniu sie po mieście z aparatem, efekt mojej włóczęgi zobaczycie poniżej. Wieczorem postanowiłem wrócić pod Piramidę, aby poćwiczyć trochę. Bo gdzie w Tiranie może być fajniejsze miejsce na podniesienie sprawności fizycznej? Moja rutyna była prosta, u podnóży piramidy robiłem jedno ćwiczenie z moim TRXem, po czym wbiegałem na piramidę aby robić pompki, po czym zbiegałem do TRXu. Byłem już na czwartej rundzie, kiedy robiąc pomki ujrzałem ze szczytu Piramidy że dwóch Albańczyków kradnie mój TRX. Zbiegając po cholernie stromej ścianie w ich stronę pomyślałem że na sto procent teraz to już na pewno zarobię w ryja. Na szczęście Albańczycy są na ogół raczej mizernej postury, i złodzieje przystraszyli się mnie chyba bardziej niż ja ich, i na moje pytanie po angielsku „Co robisz?” gościu odpowiedział tylko z głupia „I help, I help” po czym zabrał swojego kumpla i poszedł sobie. Postanowiłem dać sobie spokój ze sprawnościa fizyczną na dzisiaj. Jestem również gorącym wyznawcą zasady „Do trzech razy sztuka” jeżeli chodzi o zarobienie w ryja, i postanowiłem nie ryzykować już więcej.

 

Wbiec na Piramide wcale nie jest latwo.

 

Gdyby ktoś miał ochotę wybrać się kiedyś do Tirany, gorąco polecam Hostel Albania który mieści się na ulicy rr.Beqir Luga 56 , niedaleko samego serca Tirany. Ich właścielami jest Albanka i Niemiec, urocze młode małżeństwo które w swój hostel wsadziło dużo serca. Polecam!

 

Albanska podroba McDonalda

Albanska podroba McDonalda

 

(Postaram sie dorzucic kilka zdjec jak dzieci pojda spac….)