W stanie Illinois dobrze jest być żołnierzem.  W Illinois żołnierzy po prostu się lubi i szanuje.  Żołnierze nie muszą płacić tam podatków stanowych.  Żołnierze mają za darmo studia.  Żołnierze też nie muszą odnawiać prawa jazdy które straciło ważność  – jest ono ważne tak długo jak długo jest ważna legitymacja wojskowa.

 

Dlatego, kiedy w 2005 roku skończyło mi się prawo jazdy nie przejąłem się tym zbytnio.  Dalej jeździłem.  Wkrótce okazało się jednak, że nie mogę na przeterminowanym prawie jazdy wjechać na motorze na bazę wojskową na Hawajach, bo wojsko ma swoje własne regulaminy.  Chcąc nie chcąc, musiałem więc zdawać na Hawajach egzamin na prawo jazdy na motor.

Zolnierz zdaje prawo jazdy na motor.

Od tego czasu mialem dwa – jedno przeterminowane, na samochód z Illinois i drugie ważne, na motor z Hawaji.  Ponieważ człowiek jednak nie powinien jednak mieć dwóch praw jazdy, postanowiłem z okazji przeprowadzki do New Jersey wypełnić mój obywatelski obowiązek i te dwa prawa jazdy połączyć w jedno – z New Jersey.

 

Odsłona Pierwsza:  Urząd Motoryzacji New Jersey

- Dzień dobry, ja bym chciał prawo jazdy z New Jersey.  Przeprowadziłem się tu właśnie.  O tutaj proszę jest moje prawo jazdy z Hawaii, a tutaj z Illinois.

- Ale to prawo jazdy już straciło ważność! – babka spojrzała na mnie surowym okiem.

- No bo widzi pani, w Illinois obowiązuje takie prawo, -  zaczynam tłumaczyć babce, a do moich uszu dochodzi niepokojący szum maszyny do mielenia papieru, – przepraszam, co pani zrobiła z moim prawem jazdy??!!

- Zmieliłam je, bo straciło ważność.  – babka odpowiedziała uśmiechając się szczerze do mnie.

- No żesz kurwa! – zakląłem sobie szpetnie pod nosem z trudem powstrzymjąc się od niewybrednego komentarza.

 

Ostatecznie moja pierwsza wizyta w urzędzie motoryzacyjnym skończyła się na tym że dostałem prawo jazdy na motor z New Jersey, zdałem egzamin pisemny z regulaminu drogowego, i zrobiłem rezerwacje na egzamin z jazdy na następny tydzień.  Zajęło mi to kuźwa prawie cały dzień.  No nic myślę, przynajmniej ten egzamin z jazdy nie powinien mi zając zbyt długo jeżeli przyjadę bardzo wcześnie i będę pierwszy w kolejce.

 

Odsłona Druga:  Egzamin z Jazdy.  Tydzień później.

Instruktor jazdy o prawdziwie amerykańskim nazwisku „Nowak” puka w okienko samochodu:

- Dokumenty poproszę. – instruktor mówi grobowym głosem.  Podaję mu dokumenty.  Gość je przegląda po czym pyta.

- Dlaczego siedzi pan za kierownicą?  Przecież nie ma pan prawa jazdy?

- Nie mam bo mi je zmieliliście, mimo że było jeszcze ważne.

- Nie interesuje mnie to.  Nie dopuszczę pana do egzaminu jeżeli w samochodzie nie będzie kogoś z ważnym prawem jazdy. – obwieszcza mi instruktor grobowym głosem.

 

No żesz kurwa! – zakłąłem sobie szpetnie pod nosem.  Obejrzałem się do tyłu.  Ustawiło się za mną chyba już ze dwadzieścia samochodów.  No nic, trzeba coś zakombinować.  Akurat tuż obok była budowa.  Budowali nowy urząd motoryzacyjny.  Podjechałem pod samą budowę i zaproponowałem jakiemuś robotnikowi że zapłacę mu $50 jeżeli przejedzie 200 metrów moim samochodem aby zawieźć mnie w to samo miejsce w którym przed chwilą byłem.  Facet zgodził się natychmiast.  Ominąłem kolejkę i pojechałem na sam początek.  Podchodzi do mnie instruktorka z kamienną twarzą.

- Proszę wracać do kolejki jak wszyscy.

- Ale proszę pani, ja byłem w kolejce.  Już dwie godziny tutaj stoję, naprawdę! – tłumaczę i widzę jak babka o kamiennej twarzy robi grymas niezadowolenia.

- Nie obchodzi mnie to.  Proszę wracać na koniec kolejki.

- Nie.  – stawiam się wiedząc. – ja już tutaj czekałem.  Proszę zapytać tego pana.

 

Babka o kamiennej twarzy podchodzi do faceta o grobowym głosie i naradzają się.  Po chwili instruktor przychodzi do samochodu, i grobowym głosem obwieszcza że zrobił dla mnie wyjątek i nie muszę czekać w kolejce.  Uff, wzdycham z ulgą, wypraszam robotnika z samochodu i przesiadam się za kierownicę.  Instruktor siada po stronie pasażera i zaczyna wypełniać jakieś papiery.  Po chwili przerywa i pyta się:

- A gdzie jest hamulec ręczny?

- A tutaj, mam koło lewej nogi, proszę pana.

- No to egzaminu nie będzie.  Bo hamulec musi być ręczny, tak żebym ja mógł go dosięgnać. – intruktor obwieścił grobowym głosem.

- Ale panie, co ja mam zrobić?  Ja tylko taki samochód mam. – rozpaczliwie próbuję ratować sytuację.

- A to już nie mój problem. – odpowiedział instruktor grobowym głosem po czym wyszedł z samochodu.

- No żesz kurwa! – zakląłem sobie pod nosem…

 

Odsłona Trzecia.  Kompania.

- Sierżancie, prawo jazdy masz?

- Ależ oczywiście panie kapitanie, a dlaczego? – sierżant zdziwił się tym nie oczekiwanym pytaniem.

- A twój samochód służbowy hamulec ręczny ma z prawej strony? – odpowiadam pytaniem na pytanie.

- Tak, ale nie rozumiem o co chodzi? – pyta sierżant.

- To znakomicie.  Dzisiaj zabierzesz mnie na stanowy egzamin z jazdy. – wyjaśniam rozbrająco.

 

Po dwóch czy trzech godzinach czekania nadchodzi w końcu moja kolej.  Mój stary znajomy o polskim nazwisku i grobowym głosie podchodzi do samochodu.  Wiem już co robić, wypraszam sierżanta i przesiadam się za kierownicę.  Instruktor siada po stronie pasażera i grobowym głosem prosi o dokumenty.

- A ubezpieczenie na samochód to gdzie? – instruktor patrzy na mnie jak na przygłupa.

- To jest rządowy samochód.  On nie ma ubezpieczenia. – tłumaczę jak przygłupowi.

- Jak to, „nie ma ubezpieczenia”? – zdziwił się instruktor.

- To jest samochód który należy do Rządu Stanów Zjednoczonych.  Ten samochód nie potrzebuje ubezpieczenia – nie wiem jak prościej mogę jeszcze mu to wytłumaczyć.

- No to egzaminu nie będzie.  O widzi pan?  Tutaj mam rubrykę w którą muszę wpisać numer polisy ubezpieczeniowej.  Jak nic nie wpiszę to nie mogę przeprowadzić egzaminu. – obwieszcza grobowym głosem instruktor.

- No żesz kurwa!. – zakląłem szpetnie pod nosem wychodząc z samochodu po mojego sierżanta. – Możecie wsadzić sobie to prawo jazdy wsadzić w dupę.  A ty też możesz mnie w dupę pocałować, „rodaku” – dodałem w myślach.

 

Odsłona Czwarta:  Urząd motoryzacyjny w Virginii.

- Dzień dobry.  Ja po prawo jazdy. – czekałem ponad godzinę na swoją kolejkę.

- A permit na naukę jazdy pan ma? – odpowiada mi panienka z okienka.

- Nie mam, a potrzebuję? – dziwię się.  Panienka z okienka patrzy na mnie jak na idiotę.

- Aby dostać prawo jazdy w stanie Wirginia musi mieć pan permit. – wyjaśnia wyniośle.

- To w takim razie ja tylko chcę sobie wymienić prawo jazdy na motor z New Jersey na prawo jazdy na motor z Wirginii. – akurat śpieszyło mi się tego dnia i nie chciało mi się bawić w permity.

- To w takim razie proszę sobie wziąć numerek do kolejki na egzamin pisemny z regulaminu drogowego. – wyjaśnia panienka z okienka.

- Jak to „egzamin pisemny”?  Przecież moje prawo jazdy na motor jest jeszcze ważne? – nie rozumiem czego panienka z okienka odemnie chce.

- Aby w stanie Wirginia mieć prawo jazdy na motor, trzeba zdać egzamin pisemny na samochód. – panienka wyjaśniła logicznie.  Chciałem coś już powiedzieć ale ugryzłem się w język.  No nic wezmę już ten egzamin.  Minęły następne dwie godziny…

 

- Proszę się ustawić do zdjęcia. – pracownik urzędu motoryzacyjnego powiedział po sprawdzeniu mojego egzaminu pisemnego.  Błysnął flesz. – Dziekuję.  Permin przyjdzie do pana pocztą za tydzień.

- Panie jaki permit?  Ta panienka w tamtym okienku mi powiedziała że po egzaminie dostanę prawo jazdy. – czuję że mi się robi gorąco.

- Nic nie wiem o żadnym prawie jazdy.  Proszę sobie wziąć numerek i wypełnić aplikację prawo jazdy. – pracownik odparł bez zbędnych wyjaśnień.  Minęły następne dwie godziny czekania w kolejce…

 

- Proszę pani, o tutaj jest papier na którym jest napisane że zdałem egzamin.  Chciałbym dostać moje prawo jazdy na motor. – wyjasniam panience z okienka.  Panienka wzięła odemnie dokument i postukała w klawiaturę.

- Proszę się zgłosić za dwa miesiące. – odparła panienka z okienka po chwili.

- Jak to za dwa miesiące?  Dlaczego nie teraz? – znów mi się zaczyna robić gorąco.

- Bo musi mieć pan permit minimum przez dwa miesiące zanim może pan zdać jazdę na samochód. – wyjaśnia panienka.

- Ale ja nie chcę prawa jazdy na samochód.  Ja chcę prawo jazdy na motor.  Teraz, nie za dwa miesiące. – czuję jak wrze we mnie krew.

- Żeby mieć prawo jazdy na motor, musi pan najpierw mieć prawo jazdy na samochód. – tłumaczy cierpliwie panienka z okienka.

- Proszę pani, ale ja nie chcę prawa jazdy na samochód.  Ja chcę prawo jazdy na motor!  O proszę tu jest moje prawo jazdy na motor z New Jersey.

- Bardzo mi przykro, ale musi pan najpierw zdać prawo jazdy na samochód.  Proszę tu wrócić za dwa miesiące. – panienka widzi że z moją twarzą jest coś nie tak, więc dodaje poufale – Jeżeli chce pan prawo jazdy tylko na motor, to po zdaniu prawa jazdy na samochód niech im pan powie że nie chce pan prawa jazdy na samochód tylko na motor. – wyjaśnia panienka przekonana o logicznej treści tego co przed chwilą powiedziała.

- No żesz kurwa! – zakląłem szpetnie odchodząc od okienka.  Miałem w planach zrobienie w końcu tego nieszczęsnego prawa jazdy na samochód, ale pozbyć się prawa jazdy z New Jersey chciałem już teraz, bo za każdym razem jak na nie patrzę to przypominają mi się moje dawne upokorzenia.

 

Odsłona Piąta.  Urząd motoryzacyjny stanu Virginia.  Dwa miesiące później.

- Proszę pana, ja chciałbym zdać egzamin z jazdy. – Jeszcze się nie zdażyło abym nie czekał minimum dwóch godzin w tym pieprzonym miejscu.

-  Taa. – facet bierze aplikację i stuka w komputer.  Marszczy się i stuka jeszcze raz.  Po chwili oddaje mi moją aplikację.

- Pana prawo jazdy w New Jersey jest zawieszone.  Nie może pan zdawać egzaminu dzisiaj.

- Jak to zawieszone?  Dlaczego? – nic cholera nie jest łatwe do załatwienia w tym cholernym urzędzie motoryzacyjnym.  Facet stuka w swój komputer.

-  O, tutaj jest napisane że w zeszłym roku nie miał pan ubezpieczonego samochodu w New Jersey.- wyjaśnia facet.

- Ale panie, ja w zeszłym roku byłem razem z moim samochodem w Hiszpanii.  Jak mogłem mieć samochód ubezpieczony w New Jersey?

- A to już musi pan wyjaśnić ze stanem New Jersey. – facet uważa rozmowę za skończoną.

- No żesz kurwa! – zakląłem szpetnie.  No dobrze wyjaśnię sobie to, ale dlaczego mi nie mogli powiedzieć tego dwa miesiące temu jak dostawałem permit???  Pomyśleć że znowu sobie wziąłem wolny dzień z pracy aby dostać w końcu to cholerne prawo jazdy.

 

Odsłona szósta.  Ten sam urząd.  Tydzień później.

- Dzień dobry, ja po prawo jazdy na samochód i na motor.  Tutaj jest moje stare prawo jazdy na motor. – stary  Hindus bierze moje dokumenty i stuka w komputer.

- No dobrze a gdzie ma pan podpisany formularz nauki jazdy? – stary Hindus pyta się z głupkowatym uśmiechem.

- Jaki formularz? – pierwsze słyszę.

-  O taki. – stary Hindus podaje mi formularz.  Na formularzu są rubryki do wypełnienia.  Na rubrykach instrukcje typu:  „Uczeń potrafi skręcać w prawo” i miejsce na podpis i numer prawa jazdy podpisującego.  „Uczeń potrafi cofać się” i miejsce na podpis i numer prawa jazdy.  „Uczeń potrafi zmieniać pasy na trasie szybkiego ruchu” i miejsce na podpis…

- Ale panie, kto mi ma to wypełnić?! – czuję że za chwilę stanie się coś strasznego.

- Może być nawet twoja mamusia albo tatuś. – odpowiada z politowaniem stary Hindus.

- No żesz kurwa! Klnę szpetnie pod nosem odchodząc od okienka z przeraźliwie pustym formularzem.

 

Pięć minut później na formularzu widnieje dwadzieścia podpisów mojej żony i dwadzieścia cholernie długich numerów jej prawa jazdy.  Całe szczęście że posiada ona niespotykaną zdolność zdalnego podpisywania dokumentów, bo chyba nie wiem co bym zrobił.

 

Odsłona siódma.  Parking przed urzędem motoryzacyjnym.  Pół godziny później.

- Gdzie jest samochód? – gruby murzyn o ciężkim afrykańskim akcencie pyta groźnym głosem.

- O tutaj! – odpowiadam radośnie pokazując na samochód zaparkowany tuż przed nami.

- A dlaczego nie tam? – pyta groźnie gruby murzyn pokazując na miejsce oznaczone napisem: „Parking dla zdających egzamin z jazdy.” No tak. Jak pech to pech.  Skąd ja, cholera, mogłem wiedzieć że samochód trzeba zaparkować w specjalnym magicznym miejscu znajdującym się dwadzieścia metrów dalej?

- Kto z tobą przyjechał na egzamin? – dopytuje się groźnie gruby murzyn.  Widząc wahanie na mojej twarzy dodaje jeszcze bardziej groźnie – bo nie przyjechałeś chyba tutaj sam?  Przecież nie masz prawa jazdy!

- Moja żona mnie tutaj przywiozła. – wymyślam na poczekaniu.

- A gdzie jest twoja żona? – Pyta groźnie gruby murzyn.

- Poszła sobie na spacer.  Strasznie długo tutaj czekałem. – odpowiadam niewinnie.

- Na spacer? – dziwi się groźnie gruby murzyn.

- Na spacer.  Bo widzi pan, my tutaj z dziećmi.  Dzieci były dzisiaj po prostu nieznośne. – wymyślam dalej.

- Testu nie będzie dopóki twój samochód nie będzie zaparkowany w miejscu które ci pokazałem. – potem nastąpiła dłuższa pauza dodana dla podkreślenia powagi jego słów. – I żebyś się tylko nie odważył sam wsiadać za kierownice aby przeparkować ten samochód, bo wiem że nie masz prawa jazdy! – dodał groźnie gruby murzyn a z jego oczu posypały się iskry.

- No żesz kurwa! – zakląłem szpetnie pod nosem, odwracając się na pięcie od groźnie wyglądającego grubego murzyna.

 

Chwilę później podeszłem do pierwszego lepszego faceta i poprosiłem aby mi przeparkował samochód.  Gość zdziwił się niezmiernie, ale spełnił moją prośbę.  Dziesięć minut później byłem już w końcu na tak długo oczekiwanym egzaminie z jazdy.

 

Odsłona ósma i ostatnia.  Ten sam urząd.  Dwie godziny później.

- Dzień dobry, ja po prawo jazdy. – młody Hindus bierze moje zaświadczenie o zdanym egzaminie i stuka w komputer.  Stuka, i stuka i stuka.  Nagle tknęło mnie złe przeczucie.

- Rozumiem że będe miał prawo jazdy na samochód i na motor, prawda? – pytam z nadzieją w głosie.

- Aby mieć prawo jazdy na motor należy najpierw zdać egzamin pisemny z regulaminu drogowego na motor oraz jazdę na motorze . – wyjaśnia mi jak przygłupowi młody Hindus, a we mnie zaczyna wrzeć krew.

- Ale ja mam prawo jazdy na motor! – wyciągam moje prawo jazdy na motor i z trudem się hamuję aby nie rzucić mu je w twarz.  Zamiast tego wysilam się na uśmiech i cedzę przez zęby: – dzisiaj rano dałem wam prawo jazdy na motor z New Jersey abyście dodali je do mojego prawa jazdy z Virginii, i zaznaczyłem w aplikacji że chcę mieć prawo jazdy ze świadczeniami na motor. – młody Hindus patrzy na aplikację z uwagą i kiwa głową.

- Ja jestem tylko człowiekiem a ludzie robią pomyłki,– odpowiada rozbrajająco młody Hindus i dodaje – Jak chcesz mieć dodane prawo jazdy na motor, to musisz wziąć numerek i wypełnić nową aplikację.  Jeżeli chcesz rozmawiać z menadżerem to mogę go poprosić ale jest on bardzo zajęty i pewnie będziesz musiał na niego poczekać. – wyjaśnia.

- No żesz kurwa! – zakląlem szpetnie zastanawiając się czy mam jeszcze siłę stać w kilometrowej kolejce po numerek, a potem czekać jeszcze dwie godziny na moją kolej.  Zdecydowałem że jednak nie miałem w sobie tej siły.  Pocałujcie się w dupę!

No cóż, jak chcecie abym jeździł na dwóch prawach jazdy, to będe jeździł na dwóch prawach jazdy, ale moja noga w tym przeklętym miejscu więcej już nie postanie.