Dzisiaj znalazlem na blogu taki komentarz od mojego czytelnika:

Wiesz, ja nie jestem w armii i nigdy nie byłem, ale pracuję w amerykańskiej korporacji. Zawsze uważałem te sprawy za przejaw amerykańskiej poprawności politycznej, no bo common, jak często może się coś takiego wydarzyć?

Czytam Twojego bloga przez palce (jako byłego rekrutera: życie w wojsku może i nie jest złe, ale czy jest tak piękne?), po raz pierwszy postanowiłem napisać, niestety.


http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/gwalty-w-koszarach-ukryta-plaga,1,5296085,kiosk-wiadomosc.html

Wiadomo, news, sensacja. Ale wiesz, te szkolenia mają sens. Wszędzie są takie historie. Na uniwerku. Wśród znajomych. W pracy. Na ulicy. W armii. W marynarce. Pewnie i w lotnictwie.

Ale stary, jeśli prawdą jest to co piszą… Ktoś zgwałcił kobietę. Skurwysyn powinien iść do więzienia, bo tam jego miejsce. Ale jej przełożeni robili co mogli, żeby zatuszować sprawę. Wiesz, na zasadzie to Twój problem i nie wnoś nam go tutaj, bo się uświnimy. Straszne skurwysyństwo wg mnie.

Dlatego stary nie olewaj takich tematów, bo za nimi są prawdziwe historie ludzi a chodzi o to, byś się zachował przyzwoicie w takiej sytuacji i pomógł kobiecie, a nie gnoił jej zamiatając pod dywan i wmawiając jej, że to w zasadzie jej wina i żeby nie narzekała, bo jest w armii (w tym przykładzie w marines).

Wiesz, to ze bylem rekruterem nie ma absolutnie zadnego wplywu na to co pisze na blogu.  Blog jest moim pamietnikiem, i pisze tam to co ja uwazam za stosowne, nikt mnie do tego nie zmusza.  Nie jestem rekruterem i nie zalezy mi na umundurowaniu nikogo kto nie chce byc umundurowany.  Po prostu piszę o swoim zyciu.

Dobra, teraz o gwaltach.  Zalinkowany artykul przeczytalem z uwaga.  Filmu nie jeszcze nie ogladalem, i nie jestem w stanie wypowiedzieć się inteligentnie na ten temat.  Może powiem tylko że zgadzam się z Tobą w 100%.  Ktokolwiek popelnił tą zbrodnię powinien iść do więźnienia, bo tam jest jego miejsce.  Zapewniam Cię jednakże że ten przykład to jest wyjątek, nie norma w mojej organizacji.

 

Poniżej masz zdjęcie kompanii która jeszcze niedawno dowodziłem.  Jak widzisz, służyło podemną kilka kobiet.  Zapewniam Cie gorąco że żadna z nich nie została zgwałcona ani przezemnie ani przez żadnego ze swoich kolegów.  Gdybym o czymś takim się dowiedział natychmiast wyciągnąłbym z tego najsurowsze konsekwencje.  Każdy oficer jakiego znam zrobiłby tak samo.

 

Zresztą ten temat był już wcześniej poruszany na łamach mojego bloga.  Poniżej komentarz od mojej czytelniczki Agi.

„Zapewne  mój link wkurzy autora tego bloga,ale jakiś czas temu ktos tu poruszył temat gwałtów w armii  amerykańskiej.Co raz wiecej widze młodych dziewczyn na  zdjęciach i strach pomyslec jaki je  moze los spotkać

http://konflikty.wp.pl/kat,1348,title,Brutalne-gwalty-w-amerykanskiej-armii,wid,12568701,wiadomosc.html

Nie wiem wprawdzie dlaczego komentarz Agi miałby mnie wkurzyć.  Gwałt to smutna sprawa, a już szczególnie w mojej ukochanej Armii.  Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł na linku który Aga mi podała.  Autor artykułu, Michał Staniul z Wirtualnej Polski to młodziutki student dziennikarstwa a jego artykuł w Wirtualnej Polsce na temat gwałtów w Armii Amerykańskiej wywołał sporo kontrowersji, co można osądzić po liczbie komentarzy zarówno pod wyżej wymienionym artykułem (315) jak i na jego blogu Blizny Świata (141)

Przyznam że artykuł jest raczej szokujący, nawet dla mnie, a różnych rzeczy się w życiu i wojsku naoglądałem.  Oczywiście że nie chciałem wierzyć w to co przeczytałem, i mój pierwszy instynkt to była natychmiastowa potrzeba zdemaskowania kaczki dziennikarskiej autora, niestety wszystkie trzy przykłady które pan Staniuł przytoczył są prawdziwe, choć nie pozbawione pewnej dozy kolorystyki ze strony autora dodanej dla podniesienia efektu szoku:

O Lavenie Johnson można przeczytać tutaj, dziennikarz David Zucchio napisał dość obszerny artykuł na ten temat na łamach LA Times.

Marti Ribeiro z kolei sama wypowiada się na temat swojego wywiadu który ukazał się na łamach BBC w The Take Away.  Okazuje się że jej upublicznienie się wywołało mnóstwo ataków na jej osobę przez rozmaitej maści degeneratów internetowych.  I to też jest smutne.

O trzecim przykładzie podanym przez pana Staniula, przykładzie szeregowej Air Force (nie lotniczki) Cassandry Hernandez możemy przeczytać tutaj.  Ten przykład jest chyba najbardziej kontrowersyjny, bo Cassandra zdecydowała się na ostre picie z trzema mężczyznami, a musiała być niesamowicie naiwna aby nie przewidzieć jak taka impreza może się skończyć.  Powiedzmy że też nie jestem tak do końca przekonany co tak naprawdę się tam wydarzyło, ale tak czy inaczej pan Staniula ma raczej stare wieści, bo jakiekolwiek poczynania karne przeciwko Cassandrze zostały umorzone.

No cóż, Pan Staniula jest młodym (a nawet bardzo młodym) dziennikarzem żądnym rozgłosu więc jestem mu nawet skłonny wybaczyć ten jego sensacyjny artykuł, który poza trzema bardzo smutnymi ale prawdziwymi przykładami przytoczynymi powyżej jest tak naprawdę stertą bzdur i domysłów potwierdzonych wyssaną z palca statystyką.  Jego artykuł jest fajnie podsumowany przez innego czytelnika –

„Potem takie statystyki trafiają na początkującego dziennikarza z aspiracjami na Pulitzera w bliżej nieokreślonej przyszłości artykuł następnie przetlumaczony przetlumaczony przez innego pożal się Boże reportera od i mamy przerażający obraz zdziczałej [amerykańskiej] soldateski gwałcącej koleżanki, kozy, kobiety w okupowanych krajach siebie nawzajem i wszytko co nie ucieka na drzewo.”

Pan Staniula otwiera swój artykuł z sensacyjnym doniesieniem że

„W amerykańskiej armii służy blisko 300 tysięcy kobiet. Statystycznie, co trzecia z nich do końca swojej dwuletniej służby zostanie co najmniej raz zgwałcona. Nie przez wrogich partyzantów, lecz kolegów z wojska.„

I tym samym zdaniem natychmiast traci wiarygodność jako dziennikarz, bo jak wierzyć komuś komu nawet nie chciało się sprawdzić najbardziej podstawowych faktów w temacie na który pisze?  A więc w Amerykańskiej Armii służy nie „blisko 300 tysięcy” a 74,411 kobiet według statystyk z 2009 roku.  Teraz ten numer zapenie jest nieco wyzszy.  Być może autorowi chodziło nie tylko o Armię ale a całość amerykańskich sił zbrojnych, ale nawet jeśli to i tutaj się myli bo kobiet w Army, Navy, Air Force, Marines i Coast Guard służy raptem 208,829.  Jeżeli do numeru dołączyć jednostki rezerw to kobiet w mundurach będzie ponad 471 tysięcy, więc nasz reporter znów nie trafił. Poza tym jak długo jestem w Armii nie słyszałem o dwu-letnich kontraktach dla kobiet, kontrakt na trzy lata to absolutne minimum, autorowi się chyba coś pomyliło z dawnym dwu-letnim poborem do Ludowego Wojska Polskiego.

Jeżeli wierzyć wyssanym statystkom pana Staniuli, że co trzecia kobieta w amerykańskim mundurze zostanie „co najmniej raz” zgwałcona, to się równa 157 tysiącom gwałtów w wojsku, a wybaczcie moi drodzy, takiej liczby gwałtów to rządowi amerykańskiemu nie udało by się zataić nawet przy pomocy wszystkich agentów CIA, FBI, DIA, oraz Kaczora Donalda i Myszki Miki.  Śmiem zauważyć że mój kraj nie ma zbyt dobrej reputacji w utajnianiu czegokolwiek,  - wystarczy wejść na WikiLeaks aby się o tym przekonać.

Dobra, czytamy dalej:

„W zeszłym roku Amerykanki zgłosiły prawie 4 tysiące gwałtów dokonanych na terenie baz wojskowych – najwięcej w historii.”

I tutaj znów nasz szukający sensacji dziennikarz próbuje ratować swoją teorię wyssanymi z palca statystykami.  Efekt raczej mierny, bo autor przeczy samemu sobie.  Po pierwsze, gdyby rzeczywiście 1/3 z jego 300 tysięcy kobiet w wojsku (czyli 100 tysięcy) została zgwałcona w ciągu jej dwu-letniej (sic!) służby to zgłoszono by nie cztery tysiące gwałtów a 50 tysięcy.

A jak sprawa wygląda naprawdę?  Liczba zgłoszonych sexualnych napaści (amerykańskie wyrażenie Sexual Assault obejmuje nie tylko gwałty ale także takie zachowania jak położenie ręki na pośladku koleżanki) urosła o całe 11 procent z zeszłego roku jak donosi jedna z bardziej szanujących się agencji informacyjncych McLatchy na podstawie raportu z Pentagonu.

„[…] in 2009, the Pentagon’s report showed — with restricted reports numbering 837 in 2009, compared with 753 in 2008. Unrestricted reports rose to 2,516 from 2,265.”

Czyli w 2009 roku zgłoszono 3353  napady sexualne, 837 confidencjalncych zgłoszeń (takich w których dowódca zgłaszającego żołnierza czy żołnierki nie zostaje o tym fakcie zawiadomiony, a tożsamość zgłaszającego lub zgłaszającej pozostaje anonimowa) oraz 2,516 oficjalnych zgłoszeń czyli takich w których dowódca natychmiast wszczyna dochodzenie aby ukarać winnych.  Celowo piszę w rodzaju i żeńskim i męskim bo liczba ta obejmuje aż 173 zgłoszonych napaści seksualnych przez mężczyzn na mężczyzn, oraz 17 takich napaści przez kobiety na kobiety.  Napaści seksualnych przez kobiety na mężczyzn raczej nie zgłoszono.

Fakt że rośnie liczba zgłaszanych napadów raduje moje żołnierskie serce.  To może oznaczać tylko jedno, że sytuacje w których kobiety w mundurach czują się napastowane są coraz częściej zgłaszane a sprawcy karani, a nie tylko tolerowane w ciszy przez zastraszone żołnierki, jakby to chciał przedstawić nasz żądny skandalu początkujący dziennikarz.

Proces zgłaszania napaści seksualnych jest doskonale wyjaśniony na stronie programu SHARP – „Sexual Harassment / Assault Response” – stronie znanej każdemu żołnierzowi i żołnierce.

Zresztą rozkaz że ani napaści seksualne ani jakiekolwiek reperkusje przeciw zgłaszającym żołnierzom nie będą w naszej Armii tolerowane wyszedł dwa lata temu odgórnie – można go przeczytać tutaj.  Nie znam oficera który ryzykował by swoją karierę aby sprzeciwić się rozkazowi podpisanemu przez Sekretarza Armii Geren oraz Szefa Sztabu generała Casey.

A jak wygląda sprawa z gwałtami (oraz usiłowaniami gwałtu) naprawdę?  3353 zgłoszonych napaści seksualnych na ponad 470 tysięcy kobiet w mundurach jest i tak stanowczo zbyt wysoką liczbą, ale nie oszukujmy się – oznacza on że napastowanych sexualnie będzie niewiele ponad pół procenta kobiet w Armii w skali rocznej.

No cóż gwałty zawsze zdażały się i będą się zadażyły, gdziekolwiek kobiety przebywają ramię w ramię z mężczyznami, bez znaczenia czy jest to czy gwałciciel jest żołnierzem, policjantem, księdzem, czy też nauczycielką.  Na szczęscie w Armii gwałty zdażają się dużo rzadziej niż w cywilu, a to dzięki profesjonalizmowi mojej organizacji.  I tutaj pozwolę sobie przytoczyć anegdotę z Iraku.  Podczas jednej z imprez z oficerami Wojska Polskiego w jakich miałem okazję uczestniczyć jeden z oficerów zadał mi poufałe pytanie: „Czy to prawda że u was w wojsku nie można nawet powiedzieć lasce w mundurze że ładnie wygląda, bo ta może ciebie zgłosić o Sexual Harassment?.

Aha, jeszcze jedno.  Komentarz Mirabilis skierowany do Agi, która rozpętałał tą całą aferę z gwałtami jest krzywdzący:

„Aga – nie licz na to ze twój link stanie sie poczatkiem większej dyskusji na tym blogu-to nie to miejsce.  Zapewniam cie że ci wszyscy panowie  wiedzą jak wygląda sytuacja kobiet w armii, dlatego swoje żony trzymają w domach.”.

 


Krzywdzący to dlatego, że ja osobiście doskonale zadaję sobie sprawę jaka jest sytuacja kobiet w Armii i właśnie dlatego zmusiłem moją własną siostrę aby założyła mundur – w naszej niewesołej sytuacji rodzinnej był to jedyny sposób aby Ola poszła na studia.  Oczywiście dostało mi się sporo przekleństw z jej strony podczas unitarki – nie wątpię w to.  Ola także zapowiedziała uroczyście że po odsłużeniu swojego szescioletniego kontraktu w rezerwie zdejmie mundur i nigdy go już nie założy.  To było trzynaście lat temu – a ona dalej nie może się zdecydować na przejście do cywila.  Wysłała mi ostatnio zdjęcie z Afganistanu:

Zaznaczam z góry, że ani jedna z trzech koleżanek Oli na zdjęciu nie została nawet raz zgwałcona – a przecież powinna być, jeżeli wierzyć naszemu początkującemu dziennikarzowi z Wirtualnej Polski?

A dla Pana Michała Staniuka mam następny temat który mógłby wykorzystać w poszukiwaniu sensacji.  Temat może nawet bliższy jego sercu, jako że on sam w tej chwili jest studentem.  Co ósma studentka jest gwałcona na Amerykańskiej wyższej uczelni, co czwarta jest napastowana seksualnie.  84% zgwałconych kobiet znało wcześniej swojego napastnika, a 57% gwałtów zdarzyło się na randce. (dane pochodzą ze statystyk zebranych przez studentów Bates Collegedo ulotki przeciwko przemocy wobec kobiet na wyższych uczelniach.)

Ale oczywiście fakt że studentki są nagminnie gwałcone jest tak oczywisty że nikogo on już nie rusza, i jak dotąd nie powstrzymał on jeszcze żadnej kobiety przed próbą zdobycia wyższej edukacji.