Cholera! –przekląłem pod nosem zrywając się z łóżka.  No tak, oczywiscie.  Zapomniałem nastawić budzik.  Ale wstyd, ładnie zaczynam swoją karierę w Agencji…

Pierwsza klasa tego ranka była na temat molestowania seksualnego.  Znaczy uczyli nas zapobiegać, nie molestować. Jest to doroczne obowiązkowe szkolenie który każdy „govi” czyli pracownik rządowy, musi przechodzić.  Szkolenie odbywało się w największym audytorium Agencji.

Już na miejscu nerwowo popatrzyłem na zegarek.  Według rozkładu zajęć zostało mi jeszcze 15 minut do następnej przerwy.   Co robić?  Wejść na salę audytorium i skupić uwagę wszystkich na sobie, czy kupić kawę w pobliskiej kawiarni, spokojnie poczekać aż klasa się skończy i wmieszać się w tłum wychodzących?  Opcja nr dwa jakoś bardziej do mnie przemawiała, tym bardziej że nie miałem w planach nikogo napastować seksualnie w najbliższej przyszłości.

W budynku Agencji mieszczą się aż dwie kawiarnie.   Nie może być inaczej, rząd amerykański przestał by chyba funkcjonować bez kofeiny.  Tak więc udałem się do tej która była tuż koło audytorium i stanąłem w kolejce.  W tym momencie do kawiarni wszedł ktoś kto wyglądał na menadżera.  Był to potężny murzyn, o delikatnie poprawionych różem tłustawych policzkach.  Jego wzrok zatrzymał się na mnie, może dlatego że byłem w mundurze.  „Hi, I am William” przedstawił się wyciągając do mnie rękę.  Rękę podał bardziej jak dama która podaje rękę do całowania niż jak mężczyzna.  „Hi I am Ski” odpowiedziałem nie zrażony jego kobiecymi gestami.  Zagadał do mnie, powiedział sprawia mu niesamowitą satysfakcję jeżeli ma okazję robić kawę dla mundurowych, bo jest nam bardzo wdzięczny za to co robimy.  „Taa…  Szczególnie mundurowych.” – dodałem w myślach.  Podziękowałem mu ładnie i odrzekłem że zwykle stoję na straży wolności i demokracji, ale dzisiaj akurat zaspałem i właśnie powinienem być w tym audytorium.

Wiliam aż podniósł swoją nienagannie wmanikiurowaną dłoń do ust, jakby przerażony na samą myśl o tym że klasa odbywa się bez mojej skromnej obecności.  „Mam pewien pomysł” – odpowiedział, a uśmiech rozjaśnił mu twarz.  „Znam tylnie wejście do audytorium, zaprowadzę cię tam”.  Prawdę mówiąc wolałem usiąść sobie spokojnie i porozkoszować się trochę moją kawą, ale z drugiej strony jeżeli amerykański podatnik płaci kupę kasy abym nauczył się jak niemolestować seksualnie koleżanki w pracy, to chyba powinienem tam być.  „OK – prowadź” – odrzekłem w stronę Williama który odpowiedział mi kolejnym, pełnym kobiecego uroku uśmiechem, odwrócił się na pięcie i, delikatnie kręcąc zadkiem, ruszył w stronę windy.

Przyznam się że kiedy wyszliśmy z windy i weszliśmy do wąskiego i ciemnego korytarza, zacząłem się zastanawiać czy tam na końcu rzeczywiście jest tylnie wejście do audytorium.  Na szczęście było.  W chwili kiedy w towarzystwie Williama wszedłem tylnymi drzwiami na salę, wykładowczyni (a rzecz akurat szła o gwałtach) umilkła w pół słowa, a oczy wszystkich na widowni zwróciły się na mnie i mojego zniewieściałego towarzysza.  Czerwony jak burak usiadłem na miejscu, a William delikatnie mi pomachał i znikł za drzwiami.

 

***

 

Taa.  Może dodam jeszcze tylko że całe moje przygotowania na huragan Sandy poszły na marne.  Naprawdę nie wiem kiedy zjemy te wszystkie puszki i wypijemy całą tą wodę w butelkach które mamy w garażu…