Po przymusowo przedłużonym urlopie, nadszedł w końcu dzień kiedy mogłem się zameldować w mojej nowej pracy. Pełen animuszu wyruszyłem z domu, w swieżo wyprasowanym mundurze, do najbliższej stacji metra. Ciekawostka, metro zatrzymuje się w podziemiach Pentagonu, aby 23 tysiące ludzi którzy pracują tam, nie musieli oglądać dziennego światła idąc do pracy. Dostęp do światła dziennego w Pentagonie był swoistego rodzaju przywilejem i symbolem prestiżu, bo tylko biura znajdujące się bezpośrenio przy zewnętrznej ścianie Pentagonu miały okna. Oczywiście 9/11 przyćmiło trochę prestiż pracowania w biurze z oknem.

Oddział Agencji w którym będę pracował, znajduje się w olbrzymim pomieszczeniu wypełnionymi boksami, głęboko pod ziemią. W każdym boksie pracownik Agencji zdawał się być przykuty do swojego komputera, do głowy przyszło mi porównanie ze średniowieczną kopalnia żelaza. Kilku gości z ciekawością wyjrzało zza swoich przedziałek aby popatrzeć na tego nowego wystraszonego majora który spędzi tutaj następne kilka lat swojego życia.

„Tutaj będzie twój boks”; Szefowa wskazała na samotnie wyglądający komputer stojący bezpośrednio przy drzwiach do jej gabinetu. Ciężko będzie się przyzwyczaić do bycia małym trybikiem napędzającym Agencję, oj ciężko…

Rozejrzałem się wokół. Boksy ludzi pracujących naprzeciwko były pięknie ozdobione murami zamkowymi wyciętymi ze styropianu. Na murach stały rycerzyki ze średniowiecznego zestawu Lego, i bronili murów przed innymi rycerzykami Lego. Wogóle praktycznie każdy boks był pięknie ozdobiony zabawkami, żołnierzykami lub innymi ciekawostkami. „Przynajmniej będę tutaj pasował” pomyślałem przypominając sobie o mojej kolekcji sowieckich nakryć głowy składającej się między innymi z maski gazowej Pegaz 17, hełmu, hełmofonu oraz czapki oficerskiej.

Później okazało się że wystawa z Lego miała głębszy ukryty sens. Po bliższym przyjrzeniu się rycerzykom na murach można było zobaczyć na ich tarczach malutkie gwiazdki Unii Europejskiej, a rycerzyki sztormujące mury walczyli pod sztandarami Turcji, cała wystawa symbolizowała obronę Unii Europejskiej przed akceptacją Turcji jako nowego członka. Na drugim boksie mury z koleji sztormowali piraci, a obrońcy mieli na tarczach herb Agencji, całość symbolizowała wkład Agencji w walkę z piractwem. No tak. Przy wystawie zabawek o tak głębokim sensie politycznym moja kolekcja pamiątek z ZSRR wypadnie dość blado…

Podczas lunchu czekała na mnie kolejna niespodzianka. Okazało się że w Pentagonie nie ma stołówki wojskowej. Za to wszędzie są restauracyjki z szybkim jedzeniem. Króluje pizza, hamburgery, hotdogi, oraz Taco Bell. Jest nawet lodziarnia i chyba dwie albo trzy cukiernie Dunkin Donuts z obrzydliwymi polanymi grubą warstwą lukru pączkami. Rozejrzałem się dookoła. I w tym momencie runął mit który kultywowałem w głowie na temat szczupłości oficerów w amerykańskich siłach zbrojnych. Po prostu w pale mi się nie mieści ile restauracji z niezdrowym jedzeniem można pomieścić w jednym budynku biurowym, nawet jeżeli to jest jeden z największych budynków biurowych na świecie. Są one ulokowane w kilku strategicznych miejscach w całym Pentagonie aby każdy oficer miał bezpośredni dostęp do pustych kalorii smażonych na głębokim tłuszczu.

Po dłuższej chwili szukania udało mi się namierzyć jedyne miejsce w którym można kupić coś zdrowego. Był to bar samoobsługowy, gdzie wygłodzeni żołnierze sami pakowali sobie do pudełek co tylko dusza zapragnie. Były wszystkie warzywa, duża wybór owoców, oraz mięso które, o dziwo, nie było smażone na głębokim tłuszczu. W brzuchu mi już burczało więc zapakowałem moje pudełko po brzegi. Płaciło się od wagi pudełka, więc się nie krępowałem, w końcu ile mogą kosztować pomidory, trochę zieleniny i kurczak? Przy kasie prawie dostałem ataku serca. Za osiemnaście dolarów to można zjeść naprawdę dobre danie w porzadnej restauracji, a nie sałatę z papierowego pudełka. Nie jestem pewien czy już nie lepszy jest atak serca spowodowany nadmiernym spożyciem tanich jak barszcz hamburgerów.

Po środku Pentagonu znajduje się tak zwany „Ground Zero” czyli teren w który jeszcze niedawno wycelowana była połowa nuklearnego arsenału Związku Radzieckiego. Był tam mały park, aby nieszczęśnicy przykuci do swoich komputerów mogli przez kilkanaście minut nacieszyć słońcem i zielenią. Tego dnia akurat była tam mała imprezka. Żołnierska orkiestra grała najnowsze szlagiery Kathy Perry, a park był pięknie udekorowany najnowszymi osiągnięciami techniki wojskowej.

Zolnierska Orkiestra

 

Fuel Efficient Demonstrator

Prototyp nowego wozu bojowego majacego zastapic Humera, czyli FED – Fuel Efficient Demonstrator.  Pali tylko 26.5 litrow na 100 km!

Mój pierwszy dzień w pracy obfitował we wrażenia. Ciekawe jak będzie dalej.