Cholernie lubię konkwistadorow.  To jest chyba moja ulubiona postać historyczna.  Kiedy byłem dzieckiem wpadł mi kiedyś w ręce taki komiks o Hernando Cortez i jego podboju Imperium Azteków; komiks ten pochłonąłem z wypiekami na twarzy.  I od tego czasu zamarzyła mi się wojaczka, przygoda, podboje…  Nawet swojemu pierworodnemu chciałem dać na imię Hernando, ale żona się nie zgodziła.

Dlatego też kiedy wojskowy attache zapytał się czy nie zechciałbym reprezentować US Army podczas jakiejś uroczystości związanej z pięćdziesięcioleciem partnerstwa między hiszpańskim miasteczkiem Barcarrota, miescem w którym urodził się konkwistador Hernando de Soto, a amerykańskim miasteczkiem Brandentown zgodziłem się bez namysłu.

Brandetown to nazwa miasteczka na Florydzie, gdzie w 1539 roku De Soto ze swoimi sześciuset konkwistadorami i 220 końmi wylądował w poszukiwaniu przygód i złota.

Kiedy dowiedziałem się że w uroczystościach będzie uczestniczył sam Hernando de Soto, ucieszyłem się niesamowicie.  W końcu miałem spełnić moje dziecięce marzenie i osobiście poznać tego wielkiego odkrywcę i konkwistadora.

W Brandentown istnieje Historyczne Stowarzyszenie Hernando de Soto.  Składa się ono z pasjonatów którzy przebierają się za konwistadorów, organizają parady, turnieje, i inne wydarzenia.  Co roku, od pięćdziesięciu lat przylatują do Brandentown aby w pełnym rynsztunku bojowym z XVI wieku złożyć hołd odkrywcy Florydy.  W tym roku miała także miejsce inauguracja muzeum w jego starym domu.  Impreza była całkiem fajna.  Mialem nawet okazję zrobić sobie zdjęcie z Hernando de Soto numer 66.  Podobno w ich stowarzyszeniu bycie Hernando de Soto jest największym honorem, i co roku odbywa się głosowanie na którego członka stowarzyszenia spadnie ten wielki zaszczyt.  Warunkiem bycia Hernando de Soto jest zapuszczenie brody i wąsów a la conquistador.  Ten którego poznałem był nawet podobny aczkolwiek chyba ciut cięższy od oryginału.

 

Hernando de Soto Nr. 66

 

Po ceremonii mieliśmy okazję zwiedzić pobliskie miasteczko Olivenza oraz zamek Miraflores w Alconchel. Naprawdę nie mogłem uwierzyć że chodziłem po ulicach po których chodził sam Hernando de Soto w swojej własnej osobie, że byłem w jego domu, i że nie dość tego, nawet miałem okazję zrobić sobie z nim zdjęcie.  Niestety, niedziela ma to do siebie, że po niej nadchodzi poniedziałek, a w poniedziałek to wiadomo, robota.  Jeszcze tylko benzyny dotankować, bo już na oparach jechałem, i fru do Madrytu.  Miałem szczęście; stacja paliwowa „Explotaciones Gasoal” w Olivenza była akurat otwarta.  „Ile?” młodzieniec na stacji się pyta – „Do pełna” odpowiadam pełen animuszu.

Niestety nie dane było mi opuścić kolebki konkwistadorów owego pięknego niedzielnego poranka.  Pięć kilometrów od zatankowania silnik zaczął się krztusić.  W akcie desperacji postanowiłem zawrócić do Oliwenza, a silnik postanowił mi odmówić posłuszeństwa akurat kiedy byłem w poprzek drogi.  „Sukinsyny,” myślę, „zatankowali mi diesla.”  Dokładnie wiem jak zachowuje się silnik po zatankowaniu go dieslem, bo sam zatankwałem sobie nim motocykl aż dwa razy w swoim krótkim życiu.  To też opowiedziałem funkcjonariuszowi Guardia Civil który przyjechał na sygnale aby zapytać się co się stało.  Niestety moja diagnoza była mylna.  Na stacji benzynowej chłopaczek który mnie tankował, udowodnił policjantowi że diesel skończył im się w połowie tygodnia, a nowej dostawy jeszcze nie dowieźli.

 

Awaria

 

W niedzielę w Hiszpanii dzień swięty się naprawdę święci, a wiec wszystkie warsztaty mechaniczne były pozamykane na cztery spusty.  Chcąc niechcąc, musieliśmy spędzić tam jeszcze jedną noc.  Nazajutrz, po całym dniu czekania na samochód okazało się że to nie diesla mi zatankowali.  To była mieszanka 95 oktanowej benzyny i wody, mieszanka w której ta stacja specjalizuje się już od dawana, co w zaufaniu opowiedział mi kelner w pobliskim barze.

Ale pech.  Mój samochod niestety jest amerykański, a w ameryce benzyna jest  taka tania że nie trzeba jej mieszać z wodą, więc siłą rzeczy moje auto nie jest przystosowane do jechania na wodzie.  Chociaż z drugiej strony fajnie jakby tak było.

Taa.  Bilans dnia:  80 Euro za wode w baku, 180 Euro za opróżnienie wody z baku, prawie 100 Euro za noc w jedynym hotelu w Oliwenza, oraz następne 80 Euro za powtórne zatankowanie samochodu.  Nie powiem aby mój pierwszy weekend z konwistadorami był tak do końca udany.

 

Kilka fotek z tej wycieczki:

Salmorejo

Drugie sniadanie po hiszpansku.  Salmorejo i kanapki z kaszanka.

Oliwenza jest historycznym miasteczkiem ktore zachowalo wiekszosc swoich murow obronnych.

Kiedy tam zajechalismy, miasteczko swiecilo pustkami.  Wiadomo w Hiszpanii siesta do swietosc.

Jedyny hotel w Olivenza znajduje sie palacyku ktory pamieta jeszcze czasy kiedy Olivenza nalezala do Portugalii.

W hotelu znajdowal sie imponujacy zbior antycznych mebli, ktore aczkolwiek ladne, w nocy troche straszyly.

Wschodnia brama do Olivenza, Brama Alconchel.  Na zdjeciu sredniowieczne mury otaczajace Olivenze zbudowane na rozkaz portugalskiego krola Dinisa w 1306.  Jedne z czterech murow okalajacych to fantastyczne miasteczko.

Zamkowy dziedziniec w sercu Oliwenza.

Urzad miasta Olivenza.

Siesta.  Na rynku nie uswiadczysz zywej duszy.

Im blizej zachodu slonca, tym wiecej ludzi na ulicach.

Jedna ze sredniowiecznych bram do miasta.

Dopiero po zmierzchu miasteczko zaczynalo tetnic zyciem.

Mury obronne oraz twierdza calkiem niezle sie prezentowaly po zmierzchu.

Zupelnie nieswiadomie trafilismy do Olivenza akurat na Noc Swietojanska.

Praktykuje sie tutaj dziwny swietojanski zwyczaj robienia wystaw z kukiel wypchanych sloma na ulicach.

Kukly maja przedstawiac rozne sytuacje i wydarzenia z calego roku.  ”Masz cos na kawke?” – pyta kukla w kamizelce odblaskowej  ”Skoro nie chcesz tego” odpowiada kukla w samochodzie.  Nie pytajcie co to ma znaczyc, bo nie wiem.

U cyganki:  Kukla z lewej:  ”Jak skoncze  67 lat, bede miala emeryture?” „Kukla Cyganka:  ”Sama chcialabym wiedziec… Krysztalowa kulo, krysztalowa kulo, beda pieniazki z ubezpieczenia socjalnego?”

Kukly sportowe.

Kukly medyczne.

Kukly sa podziwiane przez starych i mlodych.  Nawet o polnocy!

 

Kukly internetowe.

Mlodzi komunisci sprzedaja piwo w Noc Swietojanska.

Zamek Miraflores w pobliskim miasteczku Alconchel

Z bliska zamek zdawal sie byc jeszcze bardziej imponujacy.

Mury.  Uwielbiam mury.

Czy wspomnialem kiedys ze uwielbiam mury?

Brama do zamku.  Swietnie zachowana, na dodatek z kratami.

Brama od wewnatrz.

Widok z zamku na miasteczko Alconchel.

Wejscie na zamkowy dziedziniec z wieza.

Zamkowa wieza.

Widoczek z wiezy.

Fajny zameczek, prawda?

Miejsce w ktorym obecnie znajduje sie zamek Miraflores bylo uzywane jako twierdza jeszcze od czasow Iberow.  Jednakze forteca zostala tutaj wybudowana dopiero za panowania Abderramana II aby bronic emiraty przed napasciami rycerzy z Leon.

Twierdza zostala odbita Maurom w 1166, ale cztery lata pozniej zostala przekazana Hiszpanii jako zaplata za odsiecz pod Badajoz.  Odbita Chrzescianom przez Abu Jakub Jusufa, twierdza Miraflores wrocila do hiszpanskiej korony dopiero w 1230 roku, zdobyta przez Ferdynanda III.  On przekazuje twierdze Templariuszom.

Konkwistadorzy przygowuja sie psychicznie do imprezy.

Najpierw uroczyste odsloniecie kierunkowskazu do braterskiego miasteczka Brandentown na Florydzie.

A potem juz marsz przez miasto.

Trebacze odpoczywaja sobie po przemarszu.

Najpierw krotka ceremonia na dziedzincu przed urzedem miasta.

Fajne piorka, nie?

Odegranie hymnow Hiszpanii i USA.

Zlozenie wienca pod pomnikiem Hernando de Soto.  Wieniec sklada Hernando de Soto nr. 66 oraz Mer miasta Barcarrota.

Potem oficjalne przemowy.

Oraz wyroznienie hiszpanskich wojskowych rodem z Barcarrota ktorzy uczestniczyli w misjach pokojowych.

Chwila na wspolne zdjecia.

Helm konkwistadora.  Od dziecka o takowym marzylem.